Pytania testowe z Adama Smitha

  • Czy jesteś za całkowitym zakazem wywozu wełny owczej z Polski?

  • Czy jesteś za tym, aby jedynym portem polskim, który miałby prawo przeładowywać towary na eksport i import, było Świnoujście?

  • Czy jesteś za tym, aby jedna prywatna spółka, dysponująca własną armią, miała wyłączność na handel z Dalekim Wschodem?

 

Jeżeli na wszystkie trzy pytania udzieliłaś/eś odpowiedzi przeczącej, to znaczy, że jesteś zwolenniczką/kiem wolnego handlu w rozumieniu Adama Smitha. Cały aspekt polemiczny książki O bogactwie narodów (bardziej niż polemistą Smith był „przyrodnikiem”, to znaczy starał się jak najrzetelniej opisywać życie gospodarcze, co w tamtych czasach było przedsięwzięciem pionierskim – o Smisie jako przyrodniku więcej w innym miejscu) był wymierzony w merkantylistów, więc dzisiejsi krytycy Smitha powinni się zastanowić, do której wizji handlu zagranicznego jest im bliżej. Oprócz głoszenia powyższych postulatów merkantyliści uważali również, że najważniejszym miernikiem bogactwa narodu jest ilość pieniądza kruszcowego (złota, srebra), w związku z czym opowiadali się za maksymalizacją eksportu i minimalizacją importu – chcieli, aby importować można by tylko te towary, które są niezbędne do produkcji, a nie do konsumpcji. Gdyby szukać paralel ze współczesnością, można by by powiedzieć, że dzisiejszymi merkantylistami są ludzie (z publicystów Grzegorz Sroczyński czy Rafał Woś), którzy uważają, że bogactwo narodu mierzy się ilością wydrukowanego przez bank centralny pieniądza. Smith definiował bogactwo inaczej. Jego pogląd można streścić słynnym pierwszym zdaniem jego najwybitniejszego (czy raczej wybitniejszego, bo napisał tylko dwie książki) dzieła:

 

Roczna praca każdego narodu jest funduszem, który zaopatruje go we wszystkie rzeczy konieczne i przydatne w życiu, jakie ten naród rocznie konsumuje, a które zawsze stanowią bądź bezpośredni produkt tej pracy, bądź też to, co nabywa za ten produkt od innych narodów.

 

Tą kwestią zajmiemy się w innym wpisie.